Nigdy nie uważałam się za osobę słabą psychicznie. Wręcz przeciwnie. Pracuję od lat w systemie jakości ISO 17025. Lubię logikę, procedury, analizę i kontrolę. Jestem z tych ludzi, którzy zawsze próbują znaleźć rozwiązanie problemu. Nie umiem „odpuścić i zobaczyć co będzie”.
A potem zaszłam w ciążę.


I nie wydarzyło się nic spektakularnego. Żaden dramat rodem z filmu. Nie było wielkiej tragedii, która powinna zakończyć się załamaniem psychicznym. Było za to coś dużo bardziej podstępnego: powolne przeciążenie organizmu.
Już w 8 tygodniu ciąży pojawił się pierwszy bardzo silny stres. Podczas badań lekarze znaleźli obrzęk płodu. Pamiętam ten moment bardzo dobrze. Nagle z normalnej ciąży trafiasz do świata badań, niepewności i googlowania najgorszych możliwych scenariuszy. Późniejsze badania wyszły prawidłowo. Urodziłam zdrowe dziecko. Dzisiaj nawet zastanawiam się, czy właśnie wtedy mój organizm nie wszedł pierwszy raz w tryb alarmowy, z którego już później nie potrafił całkowicie wyjść.


W ciąży miałam wrażenie, że mój mózg działa trochę inaczej. Wolniej. Później nazwałam to sobie „baby brain”. Nie chodzi nawet o zapominanie, bardziej o poczucie, że umysł działa bardziej zadaniowo. Skupiasz się na przetrwaniu dnia, organizacji, dziecku, badaniach, zakupach, porodzie. Nie zauważasz nawet momentu, w którym sama schodzisz na dalszy plan.


Dzisiaj myślę, że mój stres prawdopodobnie uderzył gdzieś głębiej. W podświadomość. W organizm.
Doszłam do wniosku, że ludzie ewolucyjnie nie są przystosowani do stresu, który nie jest tak oczywisty jak głodny wilk. Gdy wilk cię goni, organizm reaguje jasno: uciekaj albo walcz. A współczesny stres? Nie śpi z tobą w lesie. On siedzi cicho tygodniami. To brak snu. Brak jedzenia. Odpowiedzialność za dziecko. Hormony. Operacja. Utrata kontroli. Ciągłe napięcie. Organizm jest w alarmie, ale nie wie przed czym właściwie ucieka.
Największą traumą nie była dla mnie nawet sama operacja. Świadomie nie odbierałam jej źle. Ja nawet się cieszyłam, że zobaczę salę operacyjną, bo od lat oglądam seriale medyczne. Dla mojego świadomego umysłu to nie było nic strasznego.


Ale organizm chyba uważał inaczej.
Cesarskie cięcie jest dziwnym doświadczeniem. Leżysz przytomna. Wiesz, że trwa operacja. Wiesz, że ktoś przecina kolejne warstwy twojego ciała. Czujesz szarpanie, ruchy, zamieszanie wokół siebie, ale nie możesz zrobić absolutnie nic. Dla osoby, która całe życie budowała poczucie bezpieczeństwa na kontroli i analizie, to był prawdopodobnie dużo większy stres, niż wtedy rozumiałam.


A później zaczyna się połóg. I mam wrażenie, że o połogu mówi się kobietom w bardzo nieuczciwy sposób. Mówi się o „pięknym czasie”, o bliskości, o macierzyństwie. Znacznie rzadziej o tym, że organizm jest po ogromnej operacji, że hormony wariują, że człowiek funkcjonuje na skraju fizycznego wyczerpania.
Po porodzie praktycznie nie spaliśmy i nie jedliśmy. Nie dlatego, że byliśmy nieodpowiedzialni. Po prostu ciągle było coś do zrobienia. Dziecko. Karmienie. Przewijanie. Płacz. Próby uspokojenia. Kolejne karmienie. Kolejna noc. Kolejny dzień. Człowiek zaczyna funkcjonować jak maszyna od przetrwania.
A potem mój mózg zaczął przyspieszać.


Nie spałam, ale nie czułam zmęczenia. Mówiłam szybko. Łączyłam fakty. Analizowałam wszystko. Miałam wrażenie, że mój mózg działa szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Zaczęłam nadinterpretowywać rzeczywistość. Dopowiadać sobie historie. Łapać znaczenia tam, gdzie ich prawdopodobnie nie było. Mój mózg działał jak bolid F1. Szybko. Za szybko.
A my nadal myśleliśmy, że to baby blues.
Nikt z nas nie brał pod uwagę, że z wycieńczenia może rozwinąć się psychoza.
I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej przerażające:człowiek bardzo długo może wyglądać na „ogarniętego”.
Aż nagle przestaje.
Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że organizm może psychicznie rozpaść się ze zmęczenia, prawdopodobnie nie uwierzyłabym.
Dzisiaj powiedziałabym każdej kobiecie jedno:trzeba jeść. Trzeba spać.
To nie są „mało ważne potrzeby”. To biologiczne podstawy funkcjonowania mózgu.
I nie ma na świecie takich twardych ludzi, którzy mogą ignorować je w nieskończoność.